PO SCHODACH DO NIEBA



Czy widziałeś swoją twarz
Tę codzienną, która nie chce patrzeć w lustro
Ulepioną z szarych mas
Przekreśloną przemęczeniem, szklaną pustką
Czy przemierzasz życia czas
Wciąż gotowy w jednej chwili zamknąć jutro
Czy przeklęty wszystkobrak
Zgasi ciebie tak jak kiedyś zgasi ludzkość

Nie poddawaj myśli
Nie zamykaj serca
Niechaj ci się wyśni
Epifania szczęścia

Więc obudź się obudź się obudź
Rusz w posadach skostniałą bryłę świata
Niechaj wstanie i niech zmartwychwstanie
Twoja dusza z atomów bieli światła

Czy jesteś
Czas cały na tej drodze
Czy wczoraj
Zobaczyć mogłem ciebie właśnie tam
Czy jesteś
Czas cały na tej drodze
Czy jutro
Będziesz po niej szedł przez cały czas
Czy jesteś
Czas cały na tej drodze
Czy dzisiaj
Nie skręcisz bo tak łatwo zgubić ślad
Czy jesteś
Czas cały na tej drodze
Przedwczoraj
Widziałem na tej drodze wszystkich nas

Czy poczułeś niemoc swą
Tę codzienną, która pali twoje zmysły
Czy spotkałeś błahe zło
I ubrałeś je w swe chęci, słowa, myśli
Czy masz w oczach słońca blask
Choć go chmurność każdej chwili wciąż zaciera
Czy przed tobą stromy szlak
Wciąż po schodach egzystencji do drzwi nieba

Nie poddawaj myśli
Nie zamykaj serca
Niechaj ci się wyśni
Epifania szczęścia

Więc obudź się obudź się obudź
Rusz w posadach skostniałą bryłę świata
Niechaj wstanie i niech zmartwychwstanie
Twoja dusza z atomów bieli światła

Czy jesteś
Czas cały na tej drodze
Czy wczoraj
Zobaczyć mogłem ciebie właśnie tam
Czy jesteś
Czas cały na tej drodze
Czy jutro
Będziesz po niej szedł przez cały czas
Czy jesteś
Czas cały na tej drodze
Czy dzisiaj
Nie skręcisz bo tak łatwo zgubić ślad
Czy jesteś
Czas cały na tej drodze
Przedwczoraj
Widziałem na tej drodze wszystkich nas